30 września 2007


pojechaliśmy wczoraj do monastyru rilskiego- pierwszej pozycji na liscie zabytkow kazdego szanujacego sie turysty przybywajacego do bulgarii.
jestem pod bardzo duzym wrazeniem.

17 września 2007

weekend spędziłam w górach rila w hotelu należącym do ojca mojej byłej współlokatorki.

dwa dni upłynęły mi na zrywaniu jablek z drzewa i powtarzaniu nice w stosunku do wszystkiego co mnie otaczalo. wlasciwie to malo brakowalo a rzucilabym wszystkoi zamieszkala tam na stale.




a przed samym wyjazdem wlasciciel hotelu, winnicy i okolicy zaopatrzyl nas w pieciolitrowy baniaczek wypelniony winem.
nice.

13 września 2007

przyszli nam do biura dzisiaj panowie założyć rezerwową linię internetową. przyszli, otworzyli okno a następnie wyrzucili przez to okno kabel. moja miłość do bułgarskich, prostych rozwiązań stale rośnie.
no i stalo sie.
moj laptop odszedl.
a wlasciwie zszedl.
a serwis hp jakos nie za bardzo pala checia przywrocenia go do zycia.
z powodu braku wolnych laptopow dostalam pol laptopa.
dolne pol, bez ekranu, dla jasnosci.
do kompletu dostalam dwa monitory- jeden na biurko w pracy, jeden do domu.
to chyba byl ciag dalszy tego za czym bede tesknic kiedy wroce do polski.

10 września 2007

ogólnie chyba nie jest dobrze.
temperatura w ciągu 2 dni spadła o 30 stopni.
dosłownie, nie w przenośni.
siedzę w zimowym swetrze, szalu i ciepłych skarpetkach.
nawet rękawiczki mam zlokalizowane i ready to use.

bonusowo od trzech dni kona mi laptop.
obecnie działa na spinaczu biurowym wetkniętym w dziurkę od zasilacza.
tak, wiem, że to mało bhp compatybilne.

wykańczam projekty, ale jeden lekko mi ewoluował i zdaje się, że przed wylotem do polski nie uda się go skończyć. czyżby czekała mnie bonusowa praca z domu?