bardzo niefajnie.
30 maja 2007
24 maja 2007
no to lecimy z kolejnym długim weekendem.
bo wiecie, jutro mamy cyryla i metodego.
tych od kyrylicy.
podejrzewam, że jeśli jeszcze raz powiem "cyrylica" ktoś mnie po głowie zdzieli.
jacyś tacy drażliwi są w tej dziedzinie.
w boże ciało w szwajcarii strzelali mi za oknem z armaty. o 6 rano.
od 8.30 za oknem w sofii przelewają mi się orkiestry dęte.
ja to mam szczęście w doborze mieszkań.
bo wiecie, jutro mamy cyryla i metodego.
tych od kyrylicy.
podejrzewam, że jeśli jeszcze raz powiem "cyrylica" ktoś mnie po głowie zdzieli.
jacyś tacy drażliwi są w tej dziedzinie.
w boże ciało w szwajcarii strzelali mi za oknem z armaty. o 6 rano.
od 8.30 za oknem w sofii przelewają mi się orkiestry dęte.
ja to mam szczęście w doborze mieszkań.
22 maja 2007
czwarty dzień leje deszcz.
nie pada- leje.
ulice dawno przestały przypominać ulice i zamieniły się w niezawsze płytkie rzeczki. omijanie kałuży nie ma już większego sensu bo cała sofia przypomina jedno wielkie bajoro.
wspominałam, że uwielbiam deszcz?
nie pada- leje.
ulice dawno przestały przypominać ulice i zamieniły się w niezawsze płytkie rzeczki. omijanie kałuży nie ma już większego sensu bo cała sofia przypomina jedno wielkie bajoro.
wspominałam, że uwielbiam deszcz?
17 maja 2007
10 minut temu wysłałam dwa maile, jeden do berlińskiego szefa, drugi do agencji, która robi mi design do projektu. na oba dostałam już odpowiedzi. świat jest chory.
po mniejszych bądź większych przebojach (trwających mniej więcej tydzień) udało nam się odpalić internet w domu.
niestety, nasz śliczny bezprzewodowy router apple nie odpalił i mamy niebieskie paskudztwo z dwoma antenkami, ale cel uświęca środki, itp.
stały internet kosztował mnie co prawda wykańczanie oferty w okolicach 22 (johanna, are you thhhere?), ale jestem zen na tafli. sami wiecie.
niestety, nasz śliczny bezprzewodowy router apple nie odpalił i mamy niebieskie paskudztwo z dwoma antenkami, ale cel uświęca środki, itp.
stały internet kosztował mnie co prawda wykańczanie oferty w okolicach 22 (johanna, are you thhhere?), ale jestem zen na tafli. sami wiecie.
14 maja 2007
jest tak gorąco, że w nocy nie da się spać.
w sklepach nie ma kremów do opalania.
no przecież jeszcze nie lato...

spóźniłam się dzisiaj prawie godzinę na kick off własnego projektu bo mail od berlińskiego szefa o spotkaniu przyszedł w piątek o 22. czy to znaczy, że za wcześnie wyszłam do domu? na dodatek muszę dziś wyjść punkt 19 żeby zdąrzyć na koncert. johanna, już wychodzisz?
w sklepach nie ma kremów do opalania.
no przecież jeszcze nie lato...
spóźniłam się dzisiaj prawie godzinę na kick off własnego projektu bo mail od berlińskiego szefa o spotkaniu przyszedł w piątek o 22. czy to znaczy, że za wcześnie wyszłam do domu? na dodatek muszę dziś wyjść punkt 19 żeby zdąrzyć na koncert. johanna, już wychodzisz?
11 maja 2007

w poniedziałek do sofii przylatuje pan tomasz.
pan tomasz od wielu lat jest naszym sąsiadem i wielkim kumplem psa susła. do tego stopnia, że łykają te same tabletki na wytwarzanie mazi stawowej.
panie tomaszu, czemu już nie słychać jak pan gra?
nie słychać? a to świetnie, specjalnie wyciszyłem mieszkanie żeby nikomu nie przeszkadzać.
niech ja dorwę tego, któremu przeszkadzało to się policzymy.
10 maja 2007
pracuję nad kolejnym projektem, którego główną część ma stanowić animacja samochodowa.
od dwóch dni oglądam więc animacje samochodów i szukam inspiracji.
w tej audi r8 jestem zakochana.
za każdym razem jak ją widzę przechodzą mnie dreszcze.
prawie jakbym jamesa bonda oglądała.
a ja nawet prawa jazdy nie mam.
od dwóch dni oglądam więc animacje samochodów i szukam inspiracji.
w tej audi r8 jestem zakochana.
za każdym razem jak ją widzę przechodzą mnie dreszcze.
prawie jakbym jamesa bonda oglądała.
a ja nawet prawa jazdy nie mam.
09 maja 2007
artykuł między blogiem a prawdą w ostatnim przekroju wywołał niewielki uśmiech politowania na mojej twarzy.
Ostatnio kolejny wysyp blogów wiąże się z modą na Web 2.0, technologię, która umożliwia czytelnikom na bieżąco komentować blogi, a nawet współuczestniczyć w ich tworzeniu.
kwiatków jest jeszcze kilka, ale jestem porządnie przeziębiona więc innym razem się popastwię.
Ostatnio kolejny wysyp blogów wiąże się z modą na Web 2.0, technologię, która umożliwia czytelnikom na bieżąco komentować blogi, a nawet współuczestniczyć w ich tworzeniu.
kwiatków jest jeszcze kilka, ale jestem porządnie przeziębiona więc innym razem się popastwię.
02 maja 2007
w trakcie trwającego właśnie długiego weekendu (na szczęście nie tak długiego jak nasz polski) postanowiłam podelektować się wyludnionym miastem.
które okazało się nie być tak bardzo wyludnione z moich własnych znajomych jakbym chciała. można ich było spotkać wszędzie i o każdej porze. nawet dramatyczne posunięcie w postaci ucieczki do najbardziej expatowej kawiarni w mieście zakończyło się radosnym okrzykiem ohhh, johanna... 5 minut po tym jak otworzyłam książkę.
które okazało się nie być tak bardzo wyludnione z moich własnych znajomych jakbym chciała. można ich było spotkać wszędzie i o każdej porze. nawet dramatyczne posunięcie w postaci ucieczki do najbardziej expatowej kawiarni w mieście zakończyło się radosnym okrzykiem ohhh, johanna... 5 minut po tym jak otworzyłam książkę.



