w piątek, około 16.20 w biurze poza mną i v. nie było nikogo (do 18.30 pracujemy, tak?)
o 18.26, kiedy w myślach analizowałam którą butelkę wina otworzyć, zadzwonił telefon.
w telefonie rozległ się radosny głos berlińskiego szefa johanna, we have a problem.
przez ułamek sekundy rozważałam strzelenie słuchawką o widełki i megaszybką ucieczkę, ale znając berlińskiego szefa w połowie wieczoru, w najbardziej zapadłym barze w sofii, ktoś z jego znajomych popukałby mnie w ramię i wręczając swoją komórkę powiedziałby johanna, that's for you.
problem polegał na tym, że skrypt rozpoznawania flasha przestał nam działać. wiecie co wiedziałam o rozpoznawaniu flasha? nie obyło się bez ściągania programisty. za to teraz o rozpoznawaniu flasha wiem wszystko.
o 18.26, kiedy w myślach analizowałam którą butelkę wina otworzyć, zadzwonił telefon.
w telefonie rozległ się radosny głos berlińskiego szefa johanna, we have a problem.
przez ułamek sekundy rozważałam strzelenie słuchawką o widełki i megaszybką ucieczkę, ale znając berlińskiego szefa w połowie wieczoru, w najbardziej zapadłym barze w sofii, ktoś z jego znajomych popukałby mnie w ramię i wręczając swoją komórkę powiedziałby johanna, that's for you.
problem polegał na tym, że skrypt rozpoznawania flasha przestał nam działać. wiecie co wiedziałam o rozpoznawaniu flasha? nie obyło się bez ściągania programisty. za to teraz o rozpoznawaniu flasha wiem wszystko.




