23 czerwca 2007

chciałabym napisać o czymś innym niż upały, ale po prostu się nie da.
według oficjalnych danych temperatura wczoraj dobiła do 39 stopni.
w cieniu.
na dzisiaj zapowiadają 36 (na wczoraj zapowiadali 31 więc nawet nie chcę myśleć co to znaczy).
nie ma jeszcze 11 a ja, siedząc w zacienionym mieszkaniu (i nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów), pokrywam się cienką warstewką potu.

04 czerwca 2007

robimy prezentację dla jednego z klientów.
przysłał nam skrypt mówiąc 2 minuty max.
potem zgodził się na 3.
właśnie obejrzałam wersję roboczą.
4 minuty 40 sekund.
ajć?
jak weekend pytacie?
nie no, luzik.
w piątek do 1 w nocy siedziałam w biurze.
za to w sobotę tylko do 22.
więc prawie jakbym nie pracowała.

wykańczamy projekt, klient siedzi w stanach i jedyna pora kiedy możemy się kontaktować w miarę normalnie to noc. razem ze mną siedzą designerzy i na bierząco nanoszą poprawki.